sobota, 13 listopada 2010

Nie żałuję?


Nie żałuję ani dnia, nie żałuję ani chwili...

Patrycja Markowska skłania do refleksji - czyli z cyklu "za dużo się nasłuchałam". W drodze powrotnej z Niemiec udało nam się złapać polską stację radiową. Uffffffffff. Choć może lekko wyrwane z kontekstu, ale jednak - przypomniał mi się w trakcie słuchania "Hello" pewien wywiad, przeprowadzony dobre 10 lat temu, z pewnym księdzem - moim ówczesnym katechetą i wikarym parafii, do której należałam.
Padło pytanie:
- Czego ksiądz w życiu żałuje?
I prosta odpowiedź:
- Grzechów.

Niezłe! Spodziewałam się wtedy jakiegoś potoku słów chyba, bo jedno krótkie słowo naprawdę mnie zdziwiło. A dzisiaj wydaje się bardzo treściwie. Dobra odpowiedź - myślę sobie teraz.

To jak?
Żałować czegoś czy nic?
Ani dnia, ani chwili?

Piękne, ale nierealne, przynajmniej dla uczciwego człowieka. Nie żałując absolutnie niczego, oznaczałoby to, że jesteśmy dumni także z tego, co nam totalnie nie wyszło. Autooszustwo lub pewien mechanizm obronny. Uczciwie sobie trzeba przyznać, że powinno znaleźć się coś czego możemy żałować, bo to oznacza, że stajemy w prawdzie o sobie samym.

Nie żałuję ani dnia, nie żałuję ani chwili? Tak, ale tylko tych dni i tylko tych chwil, które były naprawdę dobre!

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

Linki do tego posta:

Utwórz link

<< Strona główna